Pierwsza wersja jest do kitu (czyli niepoprawna), druga jest ok, ale
oczywiście nie jedyna ;)
Pozdrawiam, Agata
tez tak myslalem, ale opieralem sie na slowniku wyd. Delta "Uniwersalny
Slownik Niemiecko-polski, polsko-niemiecki." (taki zolty z bialym i
czerwonym trokatem na okladce).
dygresja:)
....i korzystaj potem ze slownikow.
pozdrawiam
eluh schrieb:
| Pierwsza wersja jest do kitu (czyli niepoprawna), druga jest ok, ale
| oczywiście nie jedyna ;)tez tak myslalem, ale opieralem sie na slowniku wyd. Delta "Uniwersalny
Slownik Niemiecko-polski, polsko-niemiecki." (taki zolty z bialym i
czerwonym trokatem na okladce).
chyba nie. Raczej "es fällt Schnee"
dygresja:)
....i korzystaj potem ze slownikow.
ze słowników możesz korzystać. Zdania słownikowe są poprawne, twoje nie
było. Po polsku też nie napiszesz śnieg był padnięty ;-)
Zresztą porównujesz czas teraźniejszy z czasem przeszłym, und das ist ja
bekanntlich Schnee von Gestern.
Waldek
Napisz trochę ogólniej o Xlatorze (swojego autorstwa) - dodaje również wersje na s60v3, bo owej nie zauwazyłem:
Xlator jest darmowym, polskim, uniwersalnym słownikiem do telefonów działających na systemie Symbian OS. Program jest bardzo prosty w obsłudze. Szukanie nowego hasła przypomina pracę ze słownikiem T9 ponadto program sam podopowiada możliwe dalsze brzmienie szukanego słowa.
Słowniki:
(0) Angielsko / polski - Pobierz
(1) Polsko / angielski - Pobierz
(6) Amerykańsko / polski - Pobierz
(7) Polsko / amerykański - Pobierz
(2) Niemiecko / polski - Pobierz
(3) Polsko / niemiecki - Pobierz
(8) Niemiecko / angielski - Pobierz
(9) Angielsko / niemiecki - Pobierz
(4) Angielsko / hiszpański - Pobierz
(5) Hiszpańsko / angielski - Pobierz
Epedia - Pobierz
Obce wyrazy - Pobierz
Tablice rejestracyjne - Pobierz
Wszystkie słowniki wrzucamy explorerem plików(dostępne na naszym forum) do folderu E/Documents/Xlator - jeśli nie mamy folderów "Documents" i "Xlator", to tworzymy je sami.
Suwerenność jednostkowa - w - porozumieniu wielkokorelatywnym
Jadwiżanizm, wojtylizm, kopernikanizm
TEORIA CYWILIZACJI
W 25 rocznicę metody z cybernetyki Janapawłowej
dr hab.Mirosław Zabierowski
“Quam dulce et decorum est pro patria mori”
Stanisław Żółkiewski w bitwie pod Cecorą
TZW. POLSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO
Niemiecki “Ordnung” jest stereotypowo przeciwstawiany jako wzór lub przeciwieństwo polskiemu nieposłuszeństwu. Posłuszeństwem wobec całego układu (niemieckiego) tłumaczyli się sądzeni w Norymberdze. Taka prosta koncepcja posłuszeństwa niemieckiego i nieposłuszeństwa polskiego ma wadę i należy ją wyjaśniać. Na wyjaśnianiu skorzysta Zachód, który ma skłonność do nadmiernego uproszczenia różnic kulturowych między Niemcami a Polską. Nie ma możliwości wyjaśnienia bez powiększenia zasobu słów i pogłębienia języka, a nawet tworzenia aparatury poznawczej. Same słowniki, spisy, encyklopedie, ani katalog gwiazd stałych nie pomogą zrozumieć tej różnicy. Dlatego nie przeraża mnie próba podważenia mojego wywodu przez Dr. M. Głogoczowskiego, że sama Jadwiga jest przecież tworem importowanym. Przedstawiam rekonstrukcję, a rekonstrukcje należą do dziedziny metodologii, a nie obserwacji, do dziedziny, którą protestanci biorą za metodykę, bo znają i chcą znać fakty, a nie znają (w ogóle) metodologii. Nie przeszkadza nam, że Jadwiga była córką Ludwika Węgierskiego, z domu Anjou, ani żadne oszczerstwa co do jej rzekomego potajemnego kochanka branderburczyka. A niechby ich było i dziesięciu. Tworzymy system pojęciowy, a nie katalog gwiazd stałych. Czy obserwowanie gwiazd obala kinetykę boltzmannowską, tylko dlatego, że w niej są one fluktuacjami?
Zobaczymy, że to (gazetowe, przez gazety) nieposłuszeństwo polskie jest źle na Zachodzie rozpoznane - przez pryzmat swoistej koncepcji faktu i wolności , a jeślibyśmy już to wyrażenie mieli zaakceptować, powiedzielibyśmy, że płynie ono (nieposłuszeństwo polskie) z kopernikanizmu, z formacji kulturowo-etycznej niechętnej relatywistycznemu woluntaryzmowi, który w opinii Zachodu jest antytezą niemieckiego posłuchu i winien być wszędzie tam, gdzie nie ma etyki, działania etycznego w rozumieniu zwykłego wykonania rozkazu (jak w wojsku). „Swoistej” - czyli pekuliarnej, jednak osobliwej. Ze względu na co osobliwej? – ze względu na jadwiżański charakter wyjaśniania (np. sporów z krzyżakami – Zakonem NMP Domu Niemieckiego).
W związku z zanegowaniem w Polsce stylu “Ordnung” w rozumieniu istoty działalności ludzkiej, Zachód uważa - mniej czy bardziej świadomie jakoś nad tym się zastanawia - że w Polsce powinien panować model anarchii subiektywistycznej, rozwiązłość i rozprzężenie. Jest to alternatywa widzenia Polski, którą spreparowano na Zachodzie. Alternatywa ta grzeszy powierzchownością, jest też częstym chwytem publicystycznym w opracowaniach krytykujących na przykład kulturę katolicką, w których zykle nie argumentuje się tez i nie uzasadnia diagnoz. Zachód o tyle nie werbalizuje swych tez, o ile pragmatyzm zachodni jest bardziej nastawiony na efekt i na tolerancję ignorancyjną, niż na stawianie głębokich diagnoz, a zatem na pracę systemotwórczą. O ileż łatwiej jest mięć koktajl, być ad hoc, dopasowywać - niż być (niekoniecznie tworzyć) w systemie. Zachodni materializm darwinowski, podobnie jak wschodni materializm marksistwoski, nie jest w stanie zaproponować nowej koncepcji człowieka, ani żadnej koncepcji wartości, które mogłyby (koncepcje) konkurować z systemowym ujęciem kultury katolickiej, leżącej u podstaw kultury polskiej. Zachodowi pozostaje relatywizm moralny, jako skutek budowania alternatywistycznego bezjadwiżańskiego. Wystarczy porównać oba materializmy - wschodni z zachodnim, aby poznać niebywałą miernotę etyczną materializmu zachodniego, darwinowskiego. W Polsce relatywizm moralny ma mniejsze szanse przyjęcia się, ponieważ jest on filtrowany systemowym myśleniem, które dostrzegamy już w epoce króla Św. Jadwigi .
PROBLEM ROZPOZNAWANIA ODMIENNEJ KULTURY POLSKIEJ
Postaramy się to myślenie Zachodu przybliżyć, ponieważ bez rozpoznawania istoty kultury polskiej, zaburzeniom i trywialnej etykietyzacji ulega wszelkie pojednanie i każdy dialog (między ofiarą a katem) .
Twierdzę: To polskie nieposłuszeństwo - imputowane w zachodnich mediach - jest skrótem myślowym, związanym z odmienną funkcją wolności, moralności i jako taki stereotyp będzie on (skrót zachodni, zwieranie) tu rozpracowany. Powiedzielibyśmy, że to, co rozpoznawane (raczej nierozpoznawane, zwierane) na Zachodzie jako polskie ot po prostu nieposłuszeństwo, to w istocie cała jadwiżańska formacja kulturowa, która sprawia, że Polska jest Polską, a nie UE, USA, to w istocie rozumienie suwerenności jako suwerenności jednostkowej, personalistycznej - w - porozumieniu wielkokorelatywnym i partycypacyjnym . To porozumienie wielkokorelatywne dotyczy korelacji w skali wspólnoty. Tej wielkokorelatywności Zakon Krzyżacki ani protestancka Europa - najeżdżająca, kolonizująca ludy i "nawracająca" - nie przejawiały, ani jej nie przejęły. (Co źle rokuje prośbie hierarchy o nawrócenie UE). Również katolicka Europa jest bardziej zdominowana konturowaniem i lokalnością, dlatego słabo przystaje do kultury polskiej . Zasada zysku wyznaczy przyszłe trajektorie narodów (spitych winem nierządu Wielkiej Nierządnicy – nie unikajmy terminów z antropologii).
Nie można podać teorii Polski bez teorii Zachodu. Badamy odniesienia odpowiedzialnościowe, filtrowania (kwantyfikacyjno-) kopernikańskie, odrzucanie kwantyfikacji egzystencjalnej - typowej dla, twierdzimy, Zachodu. Kwantyfikowanie egzystencjalne jest zawsze mniejszościowe i niepartycypacyjne, ponieważ separowanie partycypację ogranicza jeśli nie wręcz uniemożliwia (odpycha). Jest to konkretystyczne kwantyfikowanie antywielkokorelatywne, my zaś badamy kulturę wielkokorelatywności. Ze stanowiska polskiego kultura zachodnia jest egoistyczna, za mało wielkokorelatywna, zbyt inwazyjna, promuje skupienie na siebie. Zwróćmy uwagę na r. 1683, pomimo wszelkie zabiegi rok jednak znany w Europie. Dziwne jest dla normalnego człowieka to, że Polska po odsieczy wiedeńskiej padła ofiarą konkretyzmu zachodniego, nieodpowiedzialnej odmiany konkretyzmu monarchicznego. Atoli z punktu widzenia logiki zachodniej nie wiadomo po co Sobieski wziął na siebie ciężar obrony cywilizacji łacińskiej – zapewne w ramach logiki jej obrony. (A może powiedzieć, za Autorką pięknego studium „The Hermetic Content of the Works of High Fire Masters” , w ten sposób: Po to żeby mogli Polskę rozebrać, bo śliczna była). Ta anomalia wymaga wyjaśnienia jeżeli nie chcemy żyć w ZOO.
Polska została Polsce ukradziona po mniej niż stu latach, które upłynęły od altruistycznej niezyskownej odsieczy wiedeńskiej w 1683r., w której Polska w ogóle nie musiała brać udziału, gdyż mogła w imię tzw. interesu ułożyć się z Turcją, zachować neutralność lub przychylić się do wielkiego konfliktu islamu z cesarzem austriackim i imperium rosyjskim. Zadecydował więc „nacjonalizm” odlokalny, niezyskowny, altruistyczny. Taką ewentualność jednak daje nam rachunek właśnie zysku i ze stanowiska zachodniego to ją należy brać pod uwagę, a nie tę ewentualność pomijać. (Jan Heweliusz na pamiątkę tej bitwy wprowadził nazwę gwiazdozbioru Tarcza Sobieskiego). Można się tylko zastanawiać, dlaczego zachodni astronomowie mówią tylko Tarcza, a wtedy nie ma odniesienia do całego polskiego systemu rozumowania, ewaluacji, polscy zaś przechowują pełną nazwę - Tarcza Sobieskiego. Najprawdopodobniej zachodni historycy cywilizacji odsiecz wiedeńską rozpatrują w kategoriach konkretu samej bitwy, w oderwaniu od szerszego tła polskiego, kulturowego i po prostu pomijają to, na czym Heweliuszowi najbardziej zależało: na podkreśleniu w decyzji króla Sobieskiego czynników wewnętrznych, etycznych, obronnych wobec łacińskopści, odpowiedzilanosci. roli kulturogenności decyzji Sobieskiego i trwałości Europy jako struktury chrześcijańskiej. Lecz to pomijanie trzeba widzieć, wyjaśniać, a nie udawać (eklektyzować), że tego nie ma.
Polska kultura ma swoją tożsamość jako orientacja wyrosła między a) prawosławiem ludów wschodnich, b) agresywnym prawosławiem impregnowanym protestantyzmem klasy Katarzyny, który był obcy zwykłemu ludowemu prawosławiu, c) protestantyzmem, d) islamem, e) otwartą przestrzeniami, f) naciskiem (Luksemburczyk, przed i po Grunwaldem, Konstancja, Rzym, Szwecja, Imperia Francji i Anglii). Prawosławny lud nie miał tendencji organizacyjnych najazdowych na Polskę, słowem nie palił i nie poprawiał dzieł Kopernika, to raczej władze w Berlinie (Prusy, które wybiły Prusów) - przez niemiecką koinonię Katarzyny - wplątały Rosję w rozbiory Polski, uknuły z Rosją plan rozbiorów, a później powtórzyły wariant w pakcie Ribbentrop - Mołotow. Kohl w 1989 stwierdził (program dotyczący oceny r. 1989), że Polacy są niesłusznie przeczuleni na tle rozbiorów Polski, paktowania przeciw Polsce, że niepotrzebnie negatywnie Polacy to paktowanie oceniają, a zwłaszcza paktowanie niemiecko - moskiewskie („moskiewskie” no bo nie można tu wliczyć ludu rosyjskiego i krajów ZSRR z r. 1989. Czy Rosja miała, a jeśli tak to na ile, władzę rosyjską lub radziecką?). W stosunkach z islamem były wojny, lecz to nie islam szkodził Polsce. Były też okresy współpracy. Kto wie - powiadają historycy - może trzeba było zignorować prośby papiestwa i chronionego w Europie cesarza Austrii? Maria Teresa coś o tym wiedziała, skoro ze łzami w oczach podpisywała udział Austrii w rozbiorach. Jeżeli jednak przyjąć, że był to przypadek, mamy zespoł ciekawostek, które nie są spetryfikowane żadnymi treściami między-okazjonalnymi.
Protestantyzm i niemiecka cywilizacja konkretu najbardziej Polsce zaszkodziły - politycznie, militarnie, gospodarczo. Protestantyzm zniszczył Polskę Jagiellonów. Kultura polska nie jest kulturą czysto obronną, nie mówiąc o niemieckiej kulturze atakowania, co jest typowe dla konkretyzmu. Raczej odmiennie - jej swoistość, odmienność wywołała w Berlinie i bardziej niemieckiej niż prawosławnej Moskwie pokusę napadnięcia. Prawosławie weszło na długą drogę obcą sobie, dało się wciągnąć na drogę zdobycia zamiast bycia. Mam własną hipotezę – że psychologizm prawosławia ułatwił zadanie protestantom, innym psychologistom, którzy rozumienie świata postawili w kategoriach subiektywizmu monstrualnego do dziś obserwowanego. Chodzi o całkowitą niedyspozycyjność teoriocybernetyczną (regulatywną). Innymi słowy - o brak niezmienniczości kultury wobec uchybowości. Lecz zostawmy tę sprawę niemieckości ucisku Rosji. Na pewno psychologizm rosyjski jest inny aniżeli psychologizm niemiecki. Polska kultura jest bardziej przesunieta w kierunku odpsychologizowania. Podkreślał to wielokrotnie radziecki naukowiec z Ukrainy prof. Oleg Leszczak.
CZY ISTNIEJE METODA KRÓLA JADWIGII?
Wydaje się, że na tle całego chrześcijaństwa Polska miała swój własny katolicyzm, związany ze szczególnym rozumieniem dobra, silnie związany z Europą, lecz słabo z pojęciem dobra pielęgnowanym w Europie. Można powiedzieć skrótowo, że Polska była bardziej katolicka i europejska niż Kościół katolicki w Europie. Nie przez modestię, lecz dla kopernikanizmu, którym wojtylizm przemawia. Taki skrót próbujmy wyjaśnić.
Zamiast nawracać, przejmować ludy, myśl Polska wyraziła się w znanej preambule pierwszej Unii europejskiej zawartej w Horodle w roku 1413: Miłość jedna nie działa marnie; promienna sama w sobie gasi zawiści, osłabia urazy, daje wszystkim pokój, łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, prostuje krzywdy, wspiera każdego, nie osłabia nikogo. I ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym, i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada państwa, prowadzi do dobrego stanu Rzeczypospolitej. A kto nią wzgardzi - ten wszystko utraci...
Rozumieli to dobrze już w Krewie, Radomiu i Wilnie (przed Horodłem ) twórcy Unii obejmującej olbrzymie obszary w Europie, większej od UE; magnus dux, który rządził na Litwie i supremus dux, który pełnił władzę zwierzchnią spotkali się pod Grunwaldem i Litwę obronili. Decyzji tego brzemiennego w skutki spotkania, trzeba było jeszcze długo bronić po Grunwaldzie, w tej obronie promieniował duch kancelarii Świętej Jadwigi Króla. Lecz trzeba wiedzieć, że Król przystąpiła do negocjacji z Zakonem NMP i zapewne, jak wynika z rekonstrukcji historii, miała ku temu swoją metodę. Nie przystąpiła do przedłużania pokoju z krzyżakami przez modestię lecz musiała czymś się kierować. I dziś my to musimy zrekonstruować. Takie wyzwanie pozostawiła nam Jadwiga. Nie wyobrażajmy sobie, że król Jadwiga przystąpiła do klasy pokoju, który potrafi zaprowadzić waffen ss, w dodatku gatunek uznany w procesie norymberskim za przestępczy i przekraczający wszelkie granice w umiłowaniu pokoju. Wskazówką dla nas może być to, że jak mówi maturzystka Maria Zabierowska, a w przeciwieństwie do prof. Żełańca - miłująca pokój formacja waffen ss (jak dowodzono po r.1410) nie miała bladego pojęcia o ... wyjaśnianiu. Król Jadwiga, nie zachowywała się jak królowa i żądała wyjaśnienia (ot co!). Na przykład wyjaśniania sposobu obecności Zakonu w Polsce, mówiąc znakomitym precyzyjnym jadwiżańskim językiem T. Grabińskiej - w modelu teoretycznym, czyli takim, który w eksplanansie ma prawo ogólne. Miłość społeczna jest w eksplanansie tego modelu, w tym czym wyjaśniamy, a zauważmy, że w traktacie Unii z Maastricht w ogóle nie jest miłość wymieniona. I słusznie, gdyż Maastricht stawia na umiłowanie konkretu wolnego rynku, którego przecież nie ma, jak wynika z prac T. Grabińskiej, lecz który skutecznie eliminuje orientację miłości bliźniego. UE stawia na umiłowanie kapitalizmu, ten zaś miłości społecznej nie tylko nie chce, lecz nade wszystko ją zwalcza. UE jest tworem bizantyjskim, sprawiedliwym i prawnym, czyli niemieckim. Tu wyjaśnianie jest karykaturą wyjaśniania, uzasadniania.
Dla kultury polskiego katolicyzmu Europa jest pewnym wyzwaniem, mówimy tu o wyzwaniu teoretycznym. Po raz pierwszy katolicyzm - przez katolicyzm polski - stanął wobec pogańskiego katolicyzmu europejskiego w sprawie z Zakonem i przeciwko Zakonowi NMP, we wszelkich europejskich komisjach arbitrażowych. Pokładano w Zakonie wielkie zaufanie – jak w Europie w r. 1989. Jasne jest, że Polacy nie chcieli widzieć w nadaniach papieskich Krzyżakom prawa do władania i jasne jest, że i to było wykorzystywane przeciw Polsce, ta polska „anarchizacja” zarządzeń. O ile Konrad Mazowiecki Krzyżaków sprowadził i to zresztą zdecydowanie do obrony (przed napadami) niż do wycinania niewiernych, o tyle jadwiżańska epoka kwestionowała wszelkie prawo do nawracania siłą. Jedno drugiemu nie przeczy, bo dwór mazowiecki w dobrej wierze pokładał w krzyżakach zaufanie. Było to polskie stanowisko dla Europy - impregnowanej wartościami cywilizacji turańskiej i bizantyjskiej - nie do przyjęcia, a przynajmniej było to dla Europy wielkie kulturowe nowatorstwo. Nie pragnąłbym wywodzić tego polskiego stanowiska z emocjonalności, raczej to podejście wyprowadzam z teoriosystemowej ewaluacji faktu i zdarzenia. Ta teoriosystemowa ewaluacja faktu i zdarzenia jest po prostu nienazwaną kulturą, ona trwa w narodzie i skoro nie jest werbalnie nazwana, przez to nie jest widoczna.
Krzyżackim suwerenem był może nie tyle sam papież, chociaż kto wie, na ile placet papieża wpłynął na działanie w granicach Polski i Litwy. Chyba kwity papieskie, cesarskie, feudalny porządek odegrały tu większą rolę, niż postanowienie papieża nawrócenia niewiernych napadających na Polskę. Lekarstwo, które przyszło z Zachodu okazało się gorsze od choroby. To są szczegóły dla historyków - zważyć kwity, którymi zasłaniał się teutoński (europejski) Zakon. Polska naród litewski wzięła w obronę - w polu, na soborze w Konstancji, we Wrocławiu przed Ludwikiem Luksemburskim i w Rzymie. Polska nie chciała porzucić Litwy na pastwę losu. Europa krzyżackiego myślenia zaakceptowałaby całkowite zniszczenie Litwy i Żmudzi. Europa krzyżackiej przewagi uderzeniowości zaakceptowałaby zdradę Litwy przez Polskę i wydanie jej na łup potęgi ognia. Zagadnienie zdrad nie doczekało się monografii historycznej. Zdrada na pewno jest związana z dostosowaniem się, z jakimś lokalizmem, lokajstwem, zyskiem, korzyścią, widzeniem świata w kategoriach od A do B, zegara, niewiarą w jego organicyzm. W ogólnej kowariancji niczego z tego nie ma, świat jest organizmem.
OCENA FAKTÓW A KONCYLIARYZM I ŚW. JAN KANTY
Polska kultura większy nacisk kładła na ocenę faktów, oznaczało to odstępstwo od nabożnego uznawania glejtów czyli wszelkich konkretów. Z II W.Św. wiemy, że to, na co inni przystawali w całej służalczości, w Polsce było kwestionowane. Zobaczymy w tym nurt polskiego personalizmu w porozumieniu systemowym, który został rozpoznany jako przejaw tzw. typowo polskiej anarchii i nieokiełznanego woluntaryzmu.
Dekonkretyzację ostro zarysowanego faktu mamy wtedy, gdy ktoś ten fakt zaczyna widzieć dialogicznie, spotkaniowo. W katolickiej Polsce środowisko jadwiżańskie było zbliżone do koncyliaryzmu - doktryny o wyższości soboru nad papieżem. W kulturze dialogiczności doktryna wyższości soboru nad jednostką musiała znaleźć pozytywny oddźwięk. Koncyliaryzm poparli zwłaszcza kształceni w jadwiżańskim Krakowie - prawnicy polscy, teologowie, prekursorzy nowatorskiej w Europie myśli politycznej, a wśród nich Paweł Włodkowic (ok.1370-ok.1435) i biskup włocławski (1398) i poznański Andrzej Łaskarz z Gosławic (1362-1426), wcześniej wysłany przez króla polskiego w roku 1392 z misją do Wielkiego Mistrza dla ograniczenia napaści Krzyżackich, kanclerz Jadwigi, po Grunwaldzie w misjach prawniczych w Rzymie, na Węgrzech, wreszcie Konstancji i Padwie. W walce z pogańskimi siłami europejskimi na Soborze zastosowali oni dekonkretyzację przez permanentne odnoszenie faktu do prawa ogólnego, czyli do wojtyłowskiego postępowania kwantyfikowania kopernikańskiego.
Rzecz jasna, ta wojna polskiej kultury nie była bynajmniej okazaniem jakiegoś sztywnego (nie)posłuszeństwa wobec Papiestwa. To nieposłuszeństwo, w sensie Zachodu, wywodzi się z pewnego sposobu bycia, a nie bycia w posłuchu, wywodzi się z bycia przez ocenę (ewaluację). Jeśli się tego wyraźnego i społecznego nieposłuszeństwa nie odniesie do sfery jadwiżańskiego uniwersum kulturowego, wtedy już tylko można się dziwić, że to nieposłuszeństwo Papiestwu - i całemu układowi dominującemu w Europie - okazał również wielki sługa Kościoła św. Jan Kanty. Nie chcemy osadzić jeszcze jednego okazu w ZOO. Racjonalizm w tym się wyraża, że redukuje rolę monstrów i przypadków, nie chce sprowadzić historii do aktów zadziwień nad okazami.
Teza tu rozwijana chroni przed potraktowaniem fenomenu św. Jana Kantego w kategoriach wyskoku. Chyba warto zapłacić koncepcją jadwiżańskiego uniwersum działania , aby nie wyznawać pekuliaryzmu, osobliwościowizmu, na którym kończy się przedłużanie linii historii Europy, aby nie wyznawać okazjonalizmu, okazyjnego tłumaczenia sobie tego co jest w historii.
Koncyliaryzm został oczywiście potępiony w całej Europie - tego się należało spodziewać. – Został potępiony przez wielu papieży, a nawet przez Sobór Watykański I w 1870. Oto Polski Święty. Potępiony zatem Święty - jakby i słusznie, święty, który partycypował w napoleońskiej historii walki z Kościołem. Koncyliaryzm wszedł w skład artykułów gallikańskich, na których oparł się Cesarz Francuzów w ogłoszonych w roku 1802 przez siebie Artykułach organicznych, które całkowicie podporządkowały Kościół władzy świeckiej (bo przecież nie świeckim).
Na Soborze w Konstancji (1414-1418) delegaci króla Polski ważyli się na rzecz niebywałą - krytykowali Zakon a przez to zaakceptowany w Europie porządek. Zakon był wtedy powszechnie uznany, Europa niosła mu wielka pomoc. Polska zaatakowała inwazyjny styl jego pracy, życia i wszelkiej aktywności, fundamentalne założenia jego działalności. Delegaci Jadwigi podważyli i samą celowość istnienia Zakonu. Była to wielka odwaga rozpoznawczego kręgu Jadwigi - nie tyle emocjonalna, ile intelektualna, wszak już sama nazwa Zakon NMP stawiała atakującego w dwuznacznym świetle. Co było źródłem tej odwagi? Myślę, że pewna kultura, która potem rozwinęła się w czynach pod Monte Cassino, Narwikiem, Tobrukiem, nad Londynem, Arnhem.
PRAWO OGÓLNE
Postępowanie indywidualne, los ludów, choćby i heretyckich i niewiernych, winno być odniesione do prawa ogólnego. Prawo ogólne wyważy etos Zakonu. To prawo uniwersalne pozwali ocenić działania Zakonu pomimo jego chwały i niewzruszonej potęgi finansowej, militarnej, materialnej. Czyli rzeczywistość jest odbita w uniwersalności a nie w konturowaniu, ergo w zasadzie Zakonu ograniczania innych i nieograniczania siebie.
Zakon powinien tak postępować, aby sam był w ogólnym prawie niewidoczny, czyli, aby jego działania były określone formułą, pod którą można podstawić inne akty, czynności, państwa. Zakon - jeśli dobrze rozumiem jego obecność i obronę siebie w Rzymie i na soborze w Konstancji - miał następującą wizję wyjaśniania. Siebie stawiał w eksplanansie, czyli w warstwie, która służy wyjaśnieniu faktu. W koncepcji polskiej kultury, podmiotem wyjaśniania ma być uniwersalium, a nie przedmiot indywidualny, np. Zakon. Zakon jako podmiot wyjaśniania nie powinien był być widoczny w eksplanansie.
Myślę, że zaatakowanie Niemców w II wojnie światowej przez najpotężniejszą armię podziemną w dziejach Europy - w przeciwieństwie do rozwoju sytuacji w podbitej przez Niemców Europie - ma składową z ogólnych rozważań Włodkowica, które z kolei są znakiem jadwiżańskiej epoki. Nie twierdzę, że Jadwiga dyktowała Włodkowicowi pojęcia, ani że Włodkowic ukształtował myśl niewidzianej nigdzie indziej formacji - Armii Krajowej. Była to formacja duchowa i jako kulturową trzeba tę formację rozpoznawać. Pod koniec wojny AK liczyła 400 tysięcy żołnierzy, Polska zaś była jedynym państwem, która Unii alianckiej nie zdradziła, rządu marionetkowego nie utworzyła, w walce pozostała najdłużej i po stronie wszystkich uczestników alianckiej Unii atlantyckiej, najwyraźniej sprzeciwiała się niemieckiej eksterminacji Żydów.
Wolno sądzić, że obrona w 1940 r. cofającej się przed Niemcami Francji nie była tylko wyskokiem sytuacyjnym, że miała ona składową myśli Włodkowica, składową populacyjną jadwiżańskiej koncepcji prawa, odmiennej od koncepcji turańsko-bizantyjskiej i wolno twierdzić, że cywilizacja polska wnosi istotny wkład do Europy cywilizacji niemieckiej. Twierdzę więc, że kultura polska jest odmienna, na pewno jest nierozpoznana na Zachodzie, ma linię generalnie zanurzoną w wielkokorelatywności, odpowiedzialności za innych, ma ona linię wielkiego areopagu prawa ogólnego jako przeciwstawienia prawu szczegółowemu ergo linię prawdziwego (ot co!) prawa rozumianego jako suwerena prawa jednostkowego. To prawo ogólne wymagało od arbitrów podważenia samej istoty Zakonu NMP.
Włodkowic z Brudzenia w "Traktatus de potestate papae et imperatoris respectu infidelium" ("O władzy cesarza i papieża nad niewiernymi") bronił prawa Polski do wystąpienia przeciwko Zakonowi. W przeciwieństwie do katolickiej Europy, Polska zaproszonego gościa (Zakon NMP) miała za garb. Za garb, który rośnie, niszczy organizm prawdy, autonomizuje się i usiłuje narzucić prawo mniejszościowe, oduniwersalizowane, skierowane przeciwko prawu pod hasłami (nie tylko szacunku dla) prawa. Faktycznie Zakon był konstrukcją rozbijającą większościowy porządek, fundamentalną prawność, gospodarczy i postępowy porządek w Polsce. Wizyty wysłanników Zakonu po r. 1989 są nacechowane rażącą ideologią zachodniego eklektyzmu i prymitywnego nieszanowania prawdy.
Aby wyjaśnić genezę mojej teorii cywilizacji, sam fakt jej zjawienia się, po pierwsze wskażmy, że nie chcemy psychologistycznego ujęcia historii w kategoriach wad ludzkich. Jest to niedopuszczalna antropomorfizacja, jakże częsta na Zachodzie, wśród Polonii , która podjęła decyzję wyjazdu z kraju w celu poszukiwania lepszych, a nie gorszych, warunków do życia. Po drugie, zestawmy dwa momenty: 1. Nie dla sukcesów zdobycia ziemi niemieckiej Polska atakowała Zakon i nie miała uznania w Europie. Trzeba to wyjaśniać. To się nie wzięło z przypadku. 2. Odwrotnie, Niemcy często atakowały Polske dla sukcesu zdobycia ziem polskich i miały uznanie w Europie. Trzeba i tę anomalię wyjaśniać. Dwie anomalie – jedna Teoria Jadwiżanizmu, czyli kultury polskiej.
Aby zaatakować Zakon nie dla grabieży cudzych ziem, z którym liczyli się władcy tego świata, trzeba było mieć wielkie poczucie prawdy, a konsekwentnie - całą wielką kulturę. Wolno i należy tę kulturę rekonstuować, pomimo zakazu obowiązującego od r. 1989. Kultura ta wyrosła w ramach zasad wyjaśniania, które to zasady przyjęła Król w tym, co nazywam jadwiżanizmem, a z którego powstał kopernikanizm i później wojtylizm. Zasady wyjaśniania stały się częścią kultury uniwersalistycznej, antybizantyjskiej, niepsychologicznej. I taka jest odpowiedź prof. Leszczakowi, który stwierdza: „Mnie szokuje to, że akurat w Polsce, w przeciwieństwie do Rosji i chyba Ukrainy też, psychologizm jest obrazą.” Zagadnienie to trzeba cierpliwie dalej naświetlać.
Jeżeli powiemy, że w tej polskiej kulturze antybizantyjskiej, antyniemieckiej, są elementy emocjonalne (psychologizm dopuszcza emocje, emocje nie są jednak tożsame z psychologizmem), a jest prawdą, że są one żywe, to trzeba pamiętać, że te emocje biorą się z czegoś: specyficznie polskie emocje, z których polskośc nie zrezygnuje, znajdują oparcie w prawie ogólnym, czyli w samym jadwiżańskim sposobie walki z Zakonem NMP i jadwiżańskim sposobie odpowiadania historii. Albo jeszcze raz to samo inaczej wysławiając, dookreślając, twierdzę, że:
Emocjonalizm stał się tu, w polskiej kulturze, przetworzoną materią kwantyfikacji dla każdego, kwantyfikacji kopernikańskiej – kwantyfikacji całkowicie przeciwnej kwantyfikacji Zakonu NMP, który stawiał na ten egzystencjalny moment lokalny, że błędem Konrada Mazowieckiego w Polsce zaistniał. Inaczej: Zakon nie rozumiejąc regulatywności stawiał na błąd bez kultury oceny błędu i naprawy, regulacji. Wolno zatem powiedzieć, że emocje w Polsce mają pochodzenie niepsychologicznej rekonstrukcji i odpowiadania historii. Polska to kultura emocjonalizmu temperowanego, odnoszącego sukcesy w obalaniu często faktów, monolitów, aksjomatów i uznanych w Europie konkretów - obalanie to dokonuje się przez ewaluację, zamiast poddania się zewnętrznym rygorom prawa stanowionego, przepisów. Ta podstawa teoretyczna pozwala występować przed możnymi tego świata, np. w latach 1980-89 przed Bogiem Jałtańskim, w sposób, którego nie jest w stanie zrozumieć miernota medialna ukształtowana konkretyzmem i pragmatyzmem.
CECHA UDERZENIOWOŚCI CYWILIZACJI KONKRETYZMU. DE RAPINA
Uderzeniowość jest związana z logiką egzystencjalną, lokalistycznego ujmowania świata. Niemcy od r. 1989 „proponują” odcięcie przeszłości. Niech nikt nie mówi, że konkretystyczna uderzeniowość Umysłu Europy nie istnieje. Zakon w czasach Jadwigi zgłaszał najwyraźniej pretensje do ziem polskich, powołując się na logikę egzystowania, egzystencji, na to, że on istnieje, że zaistniał. Ta logika symetryzuje ofiarę i oprawcę, błędy i prawdę. Zakon nie ubolewał nad błędem Mazowieckiego, a powinien. Należy wycofywać się z błędów, krzywdy naprawiać. Zakon był problemem dla Króla. Jadwiga gorączkowo poszukiwała rozwiązania problemu, musiała sondować możliwości teoretycznego ujęcia i zrozumienia sporu z Zakonem. Król była metodologiem. To, że kanclerzem został Włodkowic, przeciwieństwo Umysłu Eklektycznego (UE) kanclerza Kohla, nie było przypadkowe. Potrafił on zidentyfikować istotę Zakonnego świata indywidualizmu i Zakonnego „wyjaśniania” przez pieczęć i wszelkie pieczętowanie (cętkowanie, koncesje) kontra polskiemu światu prawa ogólnego, w którym koncesje (i wszelki konkret) winny podlegać ocenie.
Nie jest tak jak sądzi pewien młody uczony, że nie ma związku między Grunwaldem, Powstaniem Warszawskim, AK, Helem, Wiedniem, Solidarnością. Twierdzę tu, że Grunwald, Skarbimierz, Dywizjon 303, WIN, Westerplatte, Monte Casino, Cecora, Wiedeń, Kopernik są ze sobą w związku i od tego jest metodologia, aby ten związek zrekonstruować. Obrona przez Polską armię pod dowództwem Sikorskiego tyłów armii francuskiej współwynikała ze swoistej kultury ogólności, która w Polsce się przyjęła - wbrew Zakonowi - i ukształtowała w najwyraźniejszej postaci już w czasach Jadwigi. Włodkowic był twórcą polskiej szkoły prawa wojny, lecz przez niego przemówiła kultura, w której się wychował i swym prawoznawstwem kształtował w duchu uniwersalizmu (korzystnego dla Polski), a nie indywidualizmu (korzystnego dla Zakonu). Wolno ocenić wydarzenia wojny z Zakonem, a potem w II wojnie światowej, jako ten sam ciąg wydarzeń powiązywalnych dedukcyjnie - od strony dedukcji prawniczej. Narzucona po r. 1989 przez Niemcy (i Stoltzmana) koncepcja, że nie liczy się przeszłość niemiecka - jest niemoralna wobec ofiar niemieckich działań. Doceniam podważanie mojego wywodu przez Dr. Marka Głogoczowskiego, który twierdzi, że "Solidarność" od samego początku, czyli od drugiej polowy sierpnia 1980, była kierowana przez "intelektualistów z Warszawy", np. Kuronia, Mazowieckiego, którzy byli bynajmniej nie jadwiżańskiego chowu. Po pierwsze, to istotą ruchu Solidarności był kredyt (zaufanie) społeczne, kwantyfikowanie gospodarki dla każdego, i ta istota była właśnie jadwiżańska. Po drugie, Solidarność wyrwała się spod kontroli niejadwiżańskich namiestników moskiewskich. Po trzecie, nawet komisarze z „Solidarności” w cudzysłowie, byli monitorowani przez uspołecznioną prorodzinną Solidarność, na tej samej zasadzie jak była monitorowana produkcja w przemyśle ciężkim (np. produkcja wagonów, tokarek, dźwigów), lekkim (np. w dziewiarstwie) i rolniczym. Kalifornijski uczony, Dr M. Głogoczowski, ma wyobrażenie o Solidarności takie, jakie ukształtowały w latach 80. (i potem) media bazujące na duchowości zysku, konkretu, dosłownościowej. Jeszcze w Państwie Podziemnym sektor centralny, kierowany przez władztwo namiestnicze, znalazł się pod naciskiem prasy niezależnej i absolutnie nie wypadało czynić tego, co można było czynić w latach 90. pod wezwaniem kapitalizmu. Solidarność trzeba mieć też za audyt wobec całego życia gospodarczego, przemysłu - nawet w okresie Państwa Podziemnego 13 XII 81 – 4 II 89. Gdyby tak nie było, to nie wprowadzono by cenzury Wiosną Polską, zresztą za parawanem zdjęcia cenzury – a jaki inny motyw należało podać jak nie ogłosić, że Wiosna 89 jest po to, aby zrealizować to, czym się kierował ów audyt – przecież tu nie chodziło o to, co sobie myślą „intelektualiści z Warszawy”, wytknięci mi przez badacza kalifornijskiego. Czy można było wprost powiedzieć w jadwiżańskiej kulturze, że chodzi o operację wprowadzenia tego, na co się godzą narody w 150 krajach kapitalistycznych, o operację przejęcia zasobów produkcyjnych, rynkowych, biologicznych (np. fundusze emerytalne)? To dopiero społeczeństwa zachodnie są przygotowane na rozwój via kwantyfikacja egzystencjalna, czyli ex-kludująca z całego semantycznego rozpoznawania dla każdego (ostatecznie z życia) - a nie uniwersalna. Mam wrażenie, że umysł genewski nie jest w stanie pojąć rekonstrukcji mojej danej w „Aksjologicznym kręgu Solidarności”. Nie przeszkadza w tym wywodzie i to, na co zwrócił uwagę Genewczyk, że pod koniec 1988 roku ci "intelektualiści polscy" uformowali się w fundacje i aż do dnia dzisiejszego są "ojcem chrzestnym" wszystkich reform odspołeczniających, nie tylko w Polsce, ale na całym obszarze miedzy Morzami ABC, a nawet w Gruzji. To wszystko prawda, ale ja nie tworzę katalogu migotliwych chimerycznych gwiazdeczek, lecz poszukuję cięcia taksonomicznego.
Sama zaborczość katolickich krzyżaków (Zakonu NMP) jest wyzwaniem. Zaborczość Zakonu wynikająca z rozpoznawania świata przez pryzmat kwantyfikacji egzystencjalnej (taka kultura jest!) była w Polsce dobrze rozpoznana – w ramach teorii jadwiżanizmu. Krakowski rektor kadencji 1400-1413 Stanisław ze Skarbimierza jest twórcą pierwszego w literaturze światowej systematycznego wykładu prawa wojny, które zawarł w "De bellis iustis" - "O wojnach sprawiedliwych". Inne dzieło to "De rapina" - "O rozboju". W kontekście analiz Skarbimierza naszą cywilizację inwazji niemieckiej w Europie można nazwać cywilizacją rapiniczną - od De rapina. Polska szczególna (na tle rapinicznej miernoty) kultura przemówiła Skarbimierzem wyglądając prekursorskiej doktryny wojny, która uwypukla sens stosunków polsko-niemieckich, stosunków asymetrycznych, w których najazd nastawał z jednej strony (w sprzysiężeniu turańsko-bizantyjskim najazd miał postać rozbiorów, paktu Ribbentrop-Mołotow, Oświęcimia i Katynia dla wyniszczenia polskiej inteligencji, która artykułowała Naród - nośnik idei uniwersalistycznych). W takiej kulturze myśl Skarbimierza o konieczności obrony, nienawracaniu przymusem, wyższości dialogicznie osiągniętej prawdy nad dekretem papieskim nie była niczym nowym. A jeśli owszem dekret, skoro już tak, czemu tego nie rozważyć, to powinien on - rekonstruując ideę króla Jadwigi - podlegać egzaminowi ogólnoteoriokowariantnemu.
Ogólna kowariantność była polską bronią przeciwko Zakonowi, który „rezygnował” z egzaminu kowariantności: w oczach Polaków działania Zakonu były subiektywne, nie zaś obiektywne. Czy naprawdę katolicki Zakon NMP „zrezygnował” z ważenia ogólnie-kowariantnego, co jest obowiązkiem w Nowym Testamencie, czy też tego ważenia w ogóle nie znał? Raczej chyba w ogóle nie znał. Przyjeżdżał do Jadwigi i dwór mazowiecki ufny w swe „prawne” atuty.
Polska jest kulturą antypsychologistyczną i ta kultura szybko znalazła odzew w Konstancji, jeszcze najmniej w tej pracy - kto to rozumie, niech układa teorię w służbie prawdzie, która ma sens jadwiżańskiego modelu wyjaśniania przez prawa ogólne i idealizacje szczegółowe regulujące znaczenie tych praw w zderzeniu z egzystencją. Proniemiecka rekonstrukcja okresu Króla Jadwigi dr-a habilitowanego z historii filozofii w UJ, Jana Waszkiewicza, prof. Politechniki Wrocławskiej i Marszałka Dolnośląskiego z ramienia AWS, w której stwierdza on, że krzyżacy przyjechali pod Grunwald, aby nauczyć Polaków obyczajów etc. jest dowodem wielkich wpływów agentury niemieckiej po r. 1989, a zapewne i przed , co się starannie ukrywa w mediach po r.1989. A skoro Gauk tylko częściowo oddał archiwalia komisji posła z ramienia AWS dr-wi Tomaszowi Wójcikowi, to być może Stasi była podagenturą BND, czyli również to tam był i premier (przynajmniej Cyrankiewicz). Trudno jest przyjąć, że wyrachowany scjentysta, prof. Jan Waszkiewicz, z zasady zwolennik ateizmu i wszelkiej niewiary, stał się nagle w kościele podatny na medialną hipnozę lub dopiero na ambonie poszukiwał w konsulacie NRD zamówienia (zlecenia) dając ogłoszenie do „Sumienia”. Nie tylko duszpasterstwo ks. Orzechowskiego musiało być penetrowane przez odpowiednie służby wywiadowcze, a więc PRL to nie była opozycja wobec Niemiec, lecz kontynuacja sojuszu Niemiec i KPP. Wiem, że jestem historykiem tylko techniki, w żadnym razie nie roszczę sobie prawa do bycia historykiem ! – stosuję jedynie zasady mojej teorii wielkich systemów i niech moje twierdzenia, być może wadliwe, sprawdzają historycy. Chodzi mi tu o to, aby nie kopiowali zachodniej (nie)instrukcji, obowiązującej od r. 1989, nie gutenbergizowali.
Ogólna kowariantność jest istotą myśli polskiej, jadwiżańskim znakiem. Kultura polska ma więc związek z linią demarkacyjną dzielącą subiektywne od obiektywnego i w szczególności prowadziła do myśli politycznej, która zaskoczyła ojców soborowych. To całkowite zaskoczenie powinno być jeszcze badane przez historyków . Myśl polityczna - w rozumieniu kultury polskiej - stara się rozpoznać elementy subiektywne tam, gdzie inni subiektywizmu nie widzą i mylą go z obiektywnością. Skarbimierz nie tyle jest prekursorem szczególnej myśli politycznej, co jest synem Narodu. Kopernikanizm jest dziedzictwem tej kultury. Ze wszystkich papieży najlepiej rozpoznał go Karol Wojtyła – Jan Paweł II, który nie tyle ma się za prekursora nowych wynalazków teoretycznych, co za syna tej starej kultury, która zakasowała Umysł Europy (UE) w 1414-1418. Ruch społeczny Solidarności w latach 1980 -1989 po swojemu - w ludowej masie - antycypował kopernikanizm, którego na Zachodzie (w EWG) nie zrozumieli. Jako historyk nauki nowożytnej twierdzę, że odmiennością kultury zachodniej należy tłumaczyć, że wszystkie książki zachodniej rekonstrukcji nauki współczesnej są przeróbką książki From Kepler to Einstein, i nie zaczynają od Kopernika, gdyż zacząć się od Kopernika nie mogą. Nie jest to zła wola Umysłu Europy (UE) lecz tylko ślepota. Bo im to nie jest potrzebne. W rewolucji kopernikańskiej Umysł Europejski (Umysł Eklektyczny, UE) widzi keplerowski konkret orbit eliptycznych, nie są zaś w stanie widzieć aspektu ogólno-teorio-kowariantnego.
Dzisiejszą kondycję cywilizacji można określić jako cywilizację rapiniczną. Rapiniczny Zachód poszedł raczej w kierunku myśli gwałtowniczej, w ramach absurdalnej dla Solidarności 1980-89 zyskowniczości, zasady maksymalizacji zysku, postawienia na korzyść, nie tyle optymalizacji, ile maksymalizacji użycia rzeczy i przede wszystkim innych, osoby ludzkiej. Wolny rynek jak i zachodnie rozumienie wolności ma w sobie gwałt, działania dla siebie, pominięcie innych. Wolny rynek oparto na zasadach programowego chaosu bezkorelacyjnego – w kulturze polskiej chaos jako główna zasada jest w jakimś stopniu pozorem i jest to chaos wielkokorelatywny, a nie chaos bezwzględnego odłamywania w lokalności. Owszem, widać tę możność (chaos) i wielkokorelatywność w encyklikach JPII. Wtedy ważniejsza jest zasada harmonizowania pomimo niepewności (chaosu). Rekontrukcja chaosu u JPII wymagałaby bardzo zdolnego badacza. Wolny Rynek uczula (WR+) kulturę polską, ona - ta kultura antykapitalikstyczna - była w Solidarności 1980-89 i nic tego nie wymaże (chociaż o tym nie wolno było po r. 1989 mówić). WR oparto na zasadach konturowania, tyczenia, osmyczania, wydzielania od A do B, konkurencji, likwidowania jednych przez drugie, darwinowskiej walki o byt, dlatego ludność polska się burzyła. Krakowskiemu rektorowi takie rozumienie świata było obce.
Konturowanie było obce i Marii Skłodowskiej-Curie, dlatego zrzekła się opatentowania “siebie” dla korzyści wynikających z jej odkryć. Patentowanie nie zdało egzaminu teoriosystemowości, przetwarzania kowariantnego, zatem Skłodowska nie zgodziła się z tymi, którzy jej rozwiązanie wybiórcze podsunęli.
LUTER I POLSKA ANARCHIA
Naród polski nie tyle jest ideologiczny, nie tyle ma swoje interesy i solidarność w sensie angielskim (solidarności w wymiarze interesu), ile kieruje się zasadą ewaluacyjności. Nic więc dziwnego, że Luter, który bardziej szanował fakty, choćby te wypisane w Biblii, bo je (fakty) uzwierał, miał Polaków za naród anarchistyczny, skłonny do podważania faktów. Szczególnie nie podobał się mu kopernikanizm, podważający jasno sformułowany akapit w Biblii i potwierdzony licznymi obserwacjami astronomicznymi.
W ten sposób kultura polska nie polega na identyfikacji samej ze sobą i dla siebie, identyfikacji odłamanej od korelatywności. Kultura polska nie polega na identyfikacji typu odtąd –dotąd z samą państwowością, bez ładunku dialogiczno-korelatywnego, czyli otwartości . Jadwiżanizm polega na pewnej wartości logicznej bo jest wartość w ewaluowaniu (odnoszeniu, analizowaniu) faktów, zdarzeń i wszelkiego, co wydawało się Zachodowi monolityczne, jednorodne, nie do ewaluowania. Kultura zachodnia jest zwierająca do monolitu i rzecz wszelką kolapsująca do faktu. W polskiej kulturze mniejszy jest nacisk na sprawy ideologiczne, ponieważ podejście ewaluacyjne jest bardziej rozwinięte, niż np. w Niemczech, konkretyzm i wszelkie przywiązanie do rzeczy jest mniej zaznaczone, z kolei jest ta ewaluacyjność traktowana jako oczywiste podłoże (środowisko) faktów i wszelkiego zdarzenia, podobnie jak woda dla ryb, powietrze dla ptaków, rodzina dla dzieci, które nie muszą dokładnie wiedzieć, że te środowiska są. Ta przezroczystość uniwersalizmu (rozbijania monolityczności, odnoszenia aktów indywidualnych do wartości i innych aktów), nie jest werbalizowana, a jeśli już jest - stwarza zawsze pojęciowe trudności dla kultur fakty monolityzujących. Największe trudności ze zrozumieniem polskiej kultury mamy w kulturach o znacznym podkładzie turańsko-bizantyjskim. Niemców trzeba nauczać, i to jest zupełnie zbożny cel, lecz Niemcy nie mogą dyktować Polsce historii.
Można dość dobrze wyodrębnić kulturę polską, dorodzinny sens polskiego nacjonalizmu – ale niestety media tego zrobic nie potrafią, gdyż zadanie to przekracza możliwości finansowe konsulatu. Być może wolno nawet mówić o pewnych cechach, które częściej występują tu niż gdzie indziej, np. u Niemców chaos monolityczny jest wprowadzany odgórnie, w Polsce zaś chaos jest, ale nie bez struktury i jest nakierowany antropicznie . To chyba nie jest przypadkiem, że opozycja w latach osiemdziesiątych zjawiła się praktycznie tylko w Polsce, raczej nie zjawiła się w NRD. Wygląda też na to, że trochę inne cechy mają Bułgarzy, Anglicy lub Czesi. W szczególności w kulturze polskiej mniej zauważano odrębności etniczne, dlatego Państwo Podziemne stawiało na całość, dobro wspólne, a nie walkę – podział był obcy Solidarności (lecz nie „Solidarności” w cudzysłowie). Powiemy więc, że w Wielkiej Solidarności (w przeciwieństwie do „Solidarności” w cudzysłowie) nie stawiano tego wydzielania aż w tak wyraźny sposób, w jaki kultura polska została zaskoczona (odspołecznionymi mediami po r. 1989) intensywnością wyodrębniania mniejszości, konturowania wszelkich nawet fikcyjnych pseudo-etniczności, autonomizacji subkultur, tego dzielenia na siłę - płynącego z kierunku zachodniego, a nie wschodniego. To odczuwalne po r. 1989 zaskoczenie dowodzi zmanipulowania, montażu, agenturalności i istnienia cenzury. Pewna wielojęzyczność i wielokulturowość nie przeszkadzałaby w tej kulurze mówić o narodzie. Przypomina to może Naród Szwajcarski, który tu jest, moim zdaniem, rozpoznawany jako rzeczywisty naród, istniejący. Nie oznacza to, że można tu lub w zagadnieniach przez nas poruszanych dokonać generalizacji bezwyjątkowej. O ileż łatwiej byłoby mówić o dojrzewaniu człowieka, jego osobowości w kulturze polskiej niż o cechach typowych dla narodu polskiego.
Można by powtórzyć porzekadło o tym, że każdy sądzi według siebie. Ryba wyciągnięta z wody jest w szoku, w sytuacjach konfliktowych kultura polska jest zadziwiona bezwzględnością napaści, ostrością najazdu i stanowiska. Sama stanowiskowość jest obca polskiej kulturze, gdyż bliższa jest jej relacyjność, dialogiczność, lecz inaczej rozumiana niż na Zachodzie. Zachód właściwie odkrycia tylko przejmuje i je następnie wypacza. Po pewnym czasie musi od nowa te odkrycia przejąć. Stąd powtarzalność, powielanie, kopiowanie oraz inwazyjność i najazdy, konkwisty.
Najazdy. Najazdy spotykają się z odprawą wywołaną marzeniem ducha uniwersalnego. Odcięcie od tego marzenia staje się nieznośnym elementem mobilizującym do utworzenia AK, do kościuszkowskiego zmierzenia z imperium cara lub wystawienia olbrzymich sił dla Cesarza Francji we wszystkich jego bataliach, do wyczynów, po których generałowie francuscy mówili: "żeby tak zwyciężać, trzeba być pijanym - jak Polak". Chodziło im o odkonkretnienie prawdopodobieństwa p przejścia przez wąwóz – wynosiło on zero z dokładnością niebotyczną. Pijany jak Polak znaczyć miało odkonkretnienie prawdopodobieństwa, a nie c2h5oh. Mniej zorientowani publicyści, do czego mają prawo, bo jakiż zdolny człowiek zostanie publicystą?, nie mogli pojąć tej mobilizacji i wypowiedź francuskiego generała przyjęli dosłownie. To było zbyt żywe przeżywanie swej kultury, które wróciło czasami prawdziwym, czasami fałszywym blaskiem - zawsze jednak tę tożsamość polską było widać.
Kultura ogólnej kowariantności w specjalny sposób pojmuje wolność. Jest ona szczególnie jej droga, gdyż od wolnego (w nakierowaniu ku innym) oceniania każdego faktu zaczyna ona jego (wszelkiego faktu) asymilację. Za to wolne (w wolności, ewalucji) ocenianie faktów wytwarzanych przez KGB miało małe natężenie w NRD, bo chyba jakieś miało , i nieporównywalnie potężniejsze natężenie w Polsce. W Polsce zatem, nie w NRD, podważano wypracowane starannie - przez pion służb bezpieczeństwa - fakty, także ten najgrubszy, najbardziej monolityczny: Jałtę. Można sobie wyobrazić, że opór w społeczeństwie polskiem zupełnie się by upodobnił do oporu w społeczeństwie NRD, gdyby w jednostkach i w kulturze jeszcze raz nie przeanalizowano monolitycznego faktu Jałty, przed którym na kolana padali wszyscy moi rozmówcy z całej Europy. Ale nie w Polsce. Nocne Polaków rozmowy polegały na starannym analizowaniu, rozpoznawaniu znaczenia np. podziału świata albo spotkania Jaruzelskiego z Kulikowem, Hoeneckerem we Wrocławiu , Breżniewem, Gorbaczowem.
Z względów tu wskazanych uważamy, że szczególne miejsce w Polsce zajmuje wolność. Miejsce to przypadło wolności w tym systemie nie dlatego, że Polska jej była pozbawiana przez absolutystyczne potęgi, lecz dlatego, że treścią tej kultury jest nie tyle europejskie branie faktów za realne, ile realistyczne traktowanie niezmienników przekształceń na tych faktach. Polska jest więc kulturą burzenia faktów, podważania nagości faktów, która (nagość) jest substratem UE. W kulturze polskiej wszystko jest okryte – w Niemczech i w ogóle w protestantyzmie ważniejsza jest nagość. Zamiast nagiego mamy niezmienniki, czyli relacje na nagich faktach. Fakty więc mają tendencję do znikania. I słusznie Luter obrażał się (nie)tyle na Kopernika, ile na całą polską kulturę. System heliocentryczny postawił na niezmienniki ewaluacji faktu wędrówki Słońca po nieboskłonie - nie zaś na tę wędrówkę uznaną w realizmie konkretystycznym protestantów. Kopernikanizm oddosłownościawia fakty, protestantyzm je uzwiera (fenomenologizuje). Czyż system solidarnościowy (Solidarności) nie stawiał na niezmienniki ewaluacji logicznej dysocjacji Jałty - a nie na Jałtę, uznaną w Europie. To właśnie protestanci i katolicy impregnowani protestantyzmem zfenomenologizowali Jałtę – zaowocowało to potężnym strachem na Zachodzie przed Solidarnością w latach 1980-89. W żadnym razie to nie Solidarność Jałtę zwarła to monolitu - z tego zewaluowania czerpała energię w latach 1980-89.
ZAGADNIENIE WOLNOŚCI
Trudno byłoby mówić o kulturze nie zwróciwszy uwagi na ważny w niej motyw - wolności, który w polskiej literaturze, odezwach, sztandarach, edukacji, pismach lub pieśniach częściej się zjawia niż inne motywy. Nie traktowałbym kwestii wolności jako konsekwencji najazdów niemieckich, asymetrycznej relacji stosunków polsko-niemieckich. Widziałbym w tej wolności polskiej te składowe, które nie populują inne kultury. W mojej aparaturze poznawczej kultury składają się z populacji, a nie ze składowych. Składowe wymyślił Kartezjusz, ja raczej myślę o przenikaniu się.
Wolność na Zachodzie jest traktowana raczej w powiązaniu z realizacją potrzeb rozumianych jako spektrum żądz, nienasycenia i pożądania. Byt zaś stawia tym żądzom nienasyconym opór, dlatego - w rozumieniu kultury zachodniej - winien być złamany sam byt (moc woli, wykorzystanie). Toteż łamanie bytu poprzez propagowanie materializmu, expansji i najeżdżania drugich jest na Zachodzie czymś zwykłym i naturalnym. Tolerancja jest więc tam czymś wręcz niezwykłym i trzeba ją rozwinąć, nagłaśniać. W Polsce ruch pro-tolerancyjny słabo się przyjmuje, ze stanowiska tolerancyjnej kultury wzorzec zachodni jest czymś całkowicie sztucznym: tolerować przez ignorancję? Na Zachodzie ostre reguły gry spowodowały wyeliminowanie kobiet, toteż walka o prawa kobiet została tam poważnie - jak wszystko - potraktowana. W Polsce - raczej jako folklor.
W kulturze polskiej wolność, tolerancja inaczej się rysują. Dysocjacja Jałty polegała na dostrzeżeniu w niej klasy potencjalności rozmaitego rzędu, np. w procesie oglądu Jałty z innego punktu widzenia, oddalaniu pewnych możności ewidentnie złych (poddania się ZSRR-owi jako 17 republika) i przyciąganiu, czyli wytworzeniu Antyli "dobra". Moim zdaniem jest to podstawowa zasada tej kultury, która wolnościuje monolityczny fakt, przetwarza go w areopag potencjalności i w wyniku tych zabiegów rozpoznaje pierścienie dobra i zła. Bez specyficznego rozumienia wolności w Polsce, naród nie przetrwałby. Nie twierdzę, że kultura ta jest konsekwencją najazdów. Twierdzę raczej, że w walce z najeźdżcami taka składowa kulturowa miała znaczenie. Dostrzegam to w ewidentnie innym niż na Zachodzie rozumieniu wolności w Polsce, które nie tyle polega na robieniu dowolności wszelkich i rozwijaniu pożądań wywodzących się z umiłowania konkretu zdobywczego, lecz na rozpoznawaniu pierścieni zła i dobra.
Kultura wolności w Polsce jest bardziej personalistyczna, rodzinna, rezydencka niż gdzie indziej. Wolnością dla Niemców była prowokacja Gliwicka, napadnięcie na sąsiada, uknucie spisku Ribbentrop-Mołotow, rozstrzelanie 3 IX kilkuset Polaków, w innym dniu 18 tysięcy warszawiaków, inwazja na Francję, Belgię, Holandię, Anglię, Norwegię, Danię, Rosję. Dla nas to jest wolność nakazowa. W Polsce z wolnością związany jest akt decyzyjny, osobowy. Osoba nie ma tu nakazu i rozpoznanie musi sama przeprowadzić. Temu służy kultura ewaluacji, która owocuje konkretnymi wyborami.
Każdy naród (jednostka) ma swoją racjonalność, sposoby rozeznawania. Akt wyboru nie może być zawieszony w powietrzu. Wybór musi być poprzedzony racjonalnością. Na przykład Inkowie rozwinęli w tym celu - żeby decyzji nie zawieszać w pustce przypadku - swoje zabiegi szamańskie. Nie pochwalamy tych praktyk, ale nie miały one charakteru darwinowskiej walki kapitalistycznej, nie brały się z eliminacji. Niemcy wypracowali kulturę “Ordnungu”, umiłowania konkretu, wojskowego wezwania, reakcji jednolitej, powinności pod linijkę. Najpiękniejszą linię wyznacza wtedy sznurek. Kultura polska w tym właśnie miejscu dopatrzyła się słabego punktu - wezwanie wodza do spalenia bibliotek i miast może być chybione. Wynalazła więc teoriokowariantność, która nie jest sobiepaństwem.
Tymczasem dla kultury zachodniej rezygnacja z uznania wezwania wodza musi mieć kwalifikację sobiepańską. Nie liczy się ocena – jest to skutek monolityczności kultury protestanckiej. Skoro nie ma oceny, a ta jest początkiem uniwersalizmu, więc Zachód bardziej zaakceptował relatywizm, który osiągnął dziś monstrualne rozmiary. W Polsce zaś ten relatywizm nie miał warunków do zagnieżdżenia się, ponieważ słaba jest monolityczność faktu, wezwania. W tej słabości monolityczności faktu upatruję archetyp silnego bodźca sterowania (się społeczeństwa) przez poznawanie.
Ewaluacji kopernikańskiej uczeni zachodni nie rozumieją, i nie jest to nienaturalne, gdyż uczeni są kulturą, nie tylko ją reprezentować mają. Jest to poważna anomalia – domaga się ona wyjaśnienia. Z tego nierozumienia innej kultury niż kultury własnej – zwierania faktów (fenomenologia) do monolitu wszystko zaczynają od Keplera, słusznie pomijając Kopernika, czyli cały nebularyzm.
Ideał wolności widzą w darwinistycznym porządku urynkowienia wszystkiego, we wszechwładzy wolnego rynku, w którym zanikła wszelka społeczna miłość, narosła zaś czysta konkurencja, eliminacja drugiego postrzeganego jako monolit. Jest to najwyższy, najszczytniejszy współczesny zachodni ideał, którego treść najwyraźniej koreluje z tendencją do jego szerzenia mieczem, wszelką siłą wojskową i podstępem realizowanym przez media. Ten szczytny ideał może być broniony mieczem lub przymusem i wydaje się, że temu służą organizacje międzynarodowe, często nawet ONZ, uniwersytety kształcące ku ujarzmianiu drugich i niepomyślności sąsiadów, supercenzura rozwinięta w prasie oficjalnie wolnej od cenzury, NATO, doktryna wolności do zła, ucieczka od dobra, doktryna wyższości materialnie uprzewilejowanych i jednocześnie nieetycznych, UNESCO, Bank Światowy, MFW, wszelkie instytucje monetarystyczne, moralnie niezmiernie ubogie kultury w cywilizacji atlantyckiej. Spowoduje to jej upadek. Miernota etyczna doprowadzić musi do upadku państw będących jej nośnikami, ale i, być może, ich sąsiadów. Taki porządek, w którym miłość społeczna zanika, Paweł Włodkowic uznałby za niemoralny.
Osoba ludzka nie może być używana jak narzędzie, rzecz, przedmiot - przyjmujemy w Polsce solidarnościowej, a więc już poza istniejącymi partiami zachodniego porządku pilnowanego mediami. Ani nawet rzecz - powiada Jan Paweł II - nie powinna być używana. Papież sprzeciwia się tu zachodniemu wezwaniu do eksploatacji, a jego encyklika „Laborem exercens” jest odczytywana na Zachodzie w sposób, który by w kulturze polskiej nie mógł nikomu zaświtać: jako poparcie do eksploatacji drugiego, zasobów, świata. Inne encykliki są też całkowicie błędnie odczytywane. Twierdzimy, że to najskrajniejsze w XX w. stanowisko Papieża w sprawie nieeksploatowania zasobów wywodzi się z polskiej kultury, tak jak: kopernikanizm, polskie teorie prawnicze, teorie autonomii i podmiotowości narodów, decyzje obrony Litwy, niechęć do Zakonu, którego Rzesza wzięła sobie za wzór iście teutońskiego porządku, a także ewalucja faktów w powieściach Józefa Conrada-Korzeniowskiego i in. Rozwoju Polski upatruje się nagle od r. 1989 w pojednaniu polsko-niemieckim. Być może, ale musi to być prawdziwe pojednanie polsko-niemieckie, czyli takie, które przyniesie całkowitą zmianę optyki patrzenia na cywilizację. W rozwoju Polski Niemcy powinni upatrywać swój interes, jednakże subiektywne odczucia, potrzeby uzwarcone, mogą promować dyktat dominacji, zamiast uszanowania polskiej inności, absolutnego pozostawienia Polski w spokoju.
Wolno powiedzieć, że Jan Pawł II, który akcentuje odrębność narodów czerpie z heurezy epoki jadwiżańskiej, z Włodkowiczanizmu. W dobie uniformizacji Unijnej, myśl Wojtyły jest czymś wyjątkowym. Polska pieczęć papieska nie jest troską wybiórczą, nie posiada znaku orientacji mniejszościowej, lokalistycznej, konturowanej.
Dialogiczność – dodatek do kultury?
Kulurę Polski można dobrze rozpoznać na tle dziejów od zawiązania Unii Polsko-Litewskiej w 1385 w Krewie do zniszczenia UE, Unii z Maastricht - około 2006-2008-2015. W 1385 w Krewie powstała zupełnie inna Unia i ta jest jej przeciwieństwem skierowanym przeciw Polsce tytułem „owocnej” uderze